Jak zrodziła się moja miłość do aktywności fizycznej?
Jak zrodziła się moja miłość do aktywności fizycznej?
Hmm, miałam swoje wzloty i upadki.
Nie byłam dzieckiem mega ruchliwym, ale też nie prowadziłam totalnie osiadłego trybu życia.
Owszem zdarzały się dni, kiedy potrafiłam przeleżeć prawie cały dzień lub też spędzić go przed komputerem... Tak to było jak się zafascynowałam jakąś grą, bądź filmem, na szczęście z czasem dana gra mi się nudziła, film znałam na pamięć. :) Wtedy ruszałam grać w piłkę, choć ta gra często kończyła się na zwykłych pogaduchach niż na grze i właściwie każda moja aktywność była dość krótkotrwała. Pod koniec podstawówki na lekcjach W-Fu częściej wychodziliśmy grać w piłkę nożną i siatkówkę - przyznam, że ta aktywność podobała mi się co raz bardziej, szczególnie siatka. :) Następnie zafascynowałam się streachingiem... Lubiłam oglądać te wszystkie rozciągnięte laski i też bardzo chciałam coś takiego umieć nawet w niewielkim stopniu. Zaczęłam ćwiczyć sama w domu. Wszystkie ćwiczenia na początku wymyślałam sobie sama, później sięgałam po jakieś porady z internetu. Po jakimś czasie nauczyłam się tego czego tak bardzo chciałam - szpagatu (głównie, dlatego się rozciągałam). Ale nie spoczęłam na laurach. Spodobało mi się to na tyle, że lubiłam od czasu do czasu porządnie się porozciągać. :P Czas gimnazjum może nie był zbyt produktywny... Od czasu do czasu jak było ciepło wychodziło sie na rower lub też na jakieś dłuższe piesze wycieczki.
Okresem największych zmian było liceum. To tam pokochałam aktywność fizyczną do tego stopnia, że na W-F potrafiłam iść chora :P Wtedy nauczyłam się nawet lubić bieganie, bo szczerze mówiąc nigdy nie byłam do niego przekonana, bo to przecież takiee męczące! Tutaj było inaczej... Na początku rzeczywiście każdy bieg mnie męczył, ale po pokonaniu całej odległości czułam satysfakcje i uwalniające się endorfiny, które sprawiały, że czułam się szczęśliwa. To była dla mnie wystarczająca nagroda za cały ten wysiłek. ;) Z czasem, gdy nieco straciłam na wadze (-8kg) i poczułam się lżej, bardziej tryskałam energią, miałam również większą chęć na jakąkolwiek aktywność fizyczną. Najpierw ćwiczyłam w domu co wieczór 20-30 min. Były to głównie ćwiczenia
rozciągające, z czasem szukałam nowszych i testowałam. :) Po jakimś czasie postanowiłam sobie nieco przedłużyć moje mini treningi. Szukałam w internetach różnych filmików z ćwiczeniam i ... natknęłam się na Ewę Chodakowską, oczywiście zainteresowałam się! :D Zaczęłam ćwiczyć
z Ewką. Pamiętam, że moim pierwszym treningiem z Chodakowską był Killer... Owszem zrobiłam cały za pierwszym razem (może nie tak dokładnie, ale jednak) byłam zalaaaana potem, ale to wtedy poczułam, że żyję. Napełniało mnie niesamowite spełnienie, bo przede wszystkim robiłam to z przyjemności, nie z przymusu. Na drugi dzień poczułam mięśnie nie na żarty, ale to było miłe uczucie. :) Ćwiczyłam tak raz czy dwa w tygodniu - tak na dobry początek. :P
Z czasem szukałam kolejnych nowych programów treningowych typu Mel B, Tiffana. (Które często chętnie ćwiczę do dziś.) Bywało, że potrafiłam jednego dnia zrobić 3x Killer, ale uwierzcie mi kolejny dzień był makabryczny. xD Przyznaję wtedy faktycznie nieco już przesadzałam
z tym wszystkim, bo zaczęło mi zależeć bardziej na utracie wagi niż czerpaniu radości z tego co robię (tak, było to moim kolejnym błędem). Bywały dni, w których ćwiczyłam ponad miarę nawet ponad 3 godziny dziennie, a to było dużo w porównaniu do tego ile jadłam. ;/ Przyznaję, że brakowało mi sił, zaczynałam być anemiczna, zmęczona życiem... Zrobiłam sobie dwutygodniową przerwę od treningów, zwiększając przy tym ilość jedzenia. Siły wróciły. ;D Powoli na nowo zaczynałam od moich ulubionych aktywności, które sprawiały mi przyjemność. Ewentualnie podejmowałam się jakichś wyzwań, aby zdobywać doświadczenie lub żeby pobić swój rekord (ale nie robiłam tego na siłe). We wakacje dużo czasu spędzałam na długich wycieczkach rowerowych, bo sprawiało mi to frajdę, a przy okazji spędziłam dzień w miłym towarzystwie. :) Ostatnio sporo bywałam też na siłowni, choć jakichś szczególnych planów treningowych nigdy nie miałam... Po prostu chodziłam i robiłam to co mi się podobało (tyle o ile starałam się jakoś przyzwoicie podzielić trening). Z siłownią doświadczona raczej nie jestem, może przydałby mi się jakiś współćwiczący bardziej doświadczony, który chodziłby tam ze mną... Wiadomo, że razem raźniej i w dodatku nauczyłabym się pewnie czegoś nowego o czym w chwili obecnej nie mam pojęcia...
Moim zdaniem sport, trening powinien nas rozwijać zarówno fizycznie jak i psychicznie. Wytrwałość jaka jest w tym wszystkim potrzebna kształtuje nasz charakter. Jak widać aktywność fizyczna to nie tylko aspekt zdrowotny, należy tylko odpowiednio nią dysponować oraz zachowywać odpowiednią równowagę i harmonię. Oprócz tego wisienką na torcie jest nasz wygląd, ciało jest kształtniejsze i jędrniejsze. Pamiętajmy, że fajny wygląd to ciężka praca, którą trzeba pokochać inaczej popadniemy w błędne koło i będziemy czuć się sfrustrowani, albo co gorsze zaniedbamy swoje zdrowie (a mamy je tylko jedno). Małymi kroczkami z radością do przodu! :D
Ps.: Jeśli macie jakieś pytania to śmiało. :) Miłej Niedzieli :*
Hmm, miałam swoje wzloty i upadki.
Nie byłam dzieckiem mega ruchliwym, ale też nie prowadziłam totalnie osiadłego trybu życia.
Owszem zdarzały się dni, kiedy potrafiłam przeleżeć prawie cały dzień lub też spędzić go przed komputerem... Tak to było jak się zafascynowałam jakąś grą, bądź filmem, na szczęście z czasem dana gra mi się nudziła, film znałam na pamięć. :) Wtedy ruszałam grać w piłkę, choć ta gra często kończyła się na zwykłych pogaduchach niż na grze i właściwie każda moja aktywność była dość krótkotrwała. Pod koniec podstawówki na lekcjach W-Fu częściej wychodziliśmy grać w piłkę nożną i siatkówkę - przyznam, że ta aktywność podobała mi się co raz bardziej, szczególnie siatka. :) Następnie zafascynowałam się streachingiem... Lubiłam oglądać te wszystkie rozciągnięte laski i też bardzo chciałam coś takiego umieć nawet w niewielkim stopniu. Zaczęłam ćwiczyć sama w domu. Wszystkie ćwiczenia na początku wymyślałam sobie sama, później sięgałam po jakieś porady z internetu. Po jakimś czasie nauczyłam się tego czego tak bardzo chciałam - szpagatu (głównie, dlatego się rozciągałam). Ale nie spoczęłam na laurach. Spodobało mi się to na tyle, że lubiłam od czasu do czasu porządnie się porozciągać. :P Czas gimnazjum może nie był zbyt produktywny... Od czasu do czasu jak było ciepło wychodziło sie na rower lub też na jakieś dłuższe piesze wycieczki.
Okresem największych zmian było liceum. To tam pokochałam aktywność fizyczną do tego stopnia, że na W-F potrafiłam iść chora :P Wtedy nauczyłam się nawet lubić bieganie, bo szczerze mówiąc nigdy nie byłam do niego przekonana, bo to przecież takiee męczące! Tutaj było inaczej... Na początku rzeczywiście każdy bieg mnie męczył, ale po pokonaniu całej odległości czułam satysfakcje i uwalniające się endorfiny, które sprawiały, że czułam się szczęśliwa. To była dla mnie wystarczająca nagroda za cały ten wysiłek. ;) Z czasem, gdy nieco straciłam na wadze (-8kg) i poczułam się lżej, bardziej tryskałam energią, miałam również większą chęć na jakąkolwiek aktywność fizyczną. Najpierw ćwiczyłam w domu co wieczór 20-30 min. Były to głównie ćwiczenia
rozciągające, z czasem szukałam nowszych i testowałam. :) Po jakimś czasie postanowiłam sobie nieco przedłużyć moje mini treningi. Szukałam w internetach różnych filmików z ćwiczeniam i ... natknęłam się na Ewę Chodakowską, oczywiście zainteresowałam się! :D Zaczęłam ćwiczyć
z Ewką. Pamiętam, że moim pierwszym treningiem z Chodakowską był Killer... Owszem zrobiłam cały za pierwszym razem (może nie tak dokładnie, ale jednak) byłam zalaaaana potem, ale to wtedy poczułam, że żyję. Napełniało mnie niesamowite spełnienie, bo przede wszystkim robiłam to z przyjemności, nie z przymusu. Na drugi dzień poczułam mięśnie nie na żarty, ale to było miłe uczucie. :) Ćwiczyłam tak raz czy dwa w tygodniu - tak na dobry początek. :P
Z czasem szukałam kolejnych nowych programów treningowych typu Mel B, Tiffana. (Które często chętnie ćwiczę do dziś.) Bywało, że potrafiłam jednego dnia zrobić 3x Killer, ale uwierzcie mi kolejny dzień był makabryczny. xD Przyznaję wtedy faktycznie nieco już przesadzałam
z tym wszystkim, bo zaczęło mi zależeć bardziej na utracie wagi niż czerpaniu radości z tego co robię (tak, było to moim kolejnym błędem). Bywały dni, w których ćwiczyłam ponad miarę nawet ponad 3 godziny dziennie, a to było dużo w porównaniu do tego ile jadłam. ;/ Przyznaję, że brakowało mi sił, zaczynałam być anemiczna, zmęczona życiem... Zrobiłam sobie dwutygodniową przerwę od treningów, zwiększając przy tym ilość jedzenia. Siły wróciły. ;D Powoli na nowo zaczynałam od moich ulubionych aktywności, które sprawiały mi przyjemność. Ewentualnie podejmowałam się jakichś wyzwań, aby zdobywać doświadczenie lub żeby pobić swój rekord (ale nie robiłam tego na siłe). We wakacje dużo czasu spędzałam na długich wycieczkach rowerowych, bo sprawiało mi to frajdę, a przy okazji spędziłam dzień w miłym towarzystwie. :) Ostatnio sporo bywałam też na siłowni, choć jakichś szczególnych planów treningowych nigdy nie miałam... Po prostu chodziłam i robiłam to co mi się podobało (tyle o ile starałam się jakoś przyzwoicie podzielić trening). Z siłownią doświadczona raczej nie jestem, może przydałby mi się jakiś współćwiczący bardziej doświadczony, który chodziłby tam ze mną... Wiadomo, że razem raźniej i w dodatku nauczyłabym się pewnie czegoś nowego o czym w chwili obecnej nie mam pojęcia...
Moim zdaniem sport, trening powinien nas rozwijać zarówno fizycznie jak i psychicznie. Wytrwałość jaka jest w tym wszystkim potrzebna kształtuje nasz charakter. Jak widać aktywność fizyczna to nie tylko aspekt zdrowotny, należy tylko odpowiednio nią dysponować oraz zachowywać odpowiednią równowagę i harmonię. Oprócz tego wisienką na torcie jest nasz wygląd, ciało jest kształtniejsze i jędrniejsze. Pamiętajmy, że fajny wygląd to ciężka praca, którą trzeba pokochać inaczej popadniemy w błędne koło i będziemy czuć się sfrustrowani, albo co gorsze zaniedbamy swoje zdrowie (a mamy je tylko jedno). Małymi kroczkami z radością do przodu! :D
Ps.: Jeśli macie jakieś pytania to śmiało. :) Miłej Niedzieli :*



Obserwowałam twoją całą przemianę, często z zazdrością :) Mam teraz gap year i myślę że z pomocą twojego bloga dam radę trochę się zmotywować do ćwiczeń i dbania o dietę :D
OdpowiedzUsuńUhuhu dziękuję :D A co do gap year'a to możemy sb przybić żółwika :P Powodzenia ;*
Usuń