Moja droga do zmiany życia na bardziej fit.
Witam!
To mój pierwszy wpis, więc może napisze krótko dlaczego w ogóle zamierzam być mauąfit bloggerką. :)Ostatnio sporo przęglądam fit blogów i niektóre fit historie są na prawdę zaskakujące, dające zastrzyk motywacji.
Czytając, tak sobie pomyślałam, że dlaczego by nie opowiedzieć swojej drogi do zdrowego stylu życia?
Może uda mi się przy okazji kogoś zachęcić, bądź zmotywować? Dla mnie to będzie czysta przyjemność podzielić się tym wszystkim z Wami. :D
Także przejdźmy już do rzeczy. ^^
Moja droga zaczęła się właściwie całkiem niewinnie, odkąd poszłam do liceum...
Wcześniej zbytnio aktywna i zdrowa nie byłam. Jako dziecko bardzo często chorowałam, co miało swój skutek w moim wyglądzie: dość drobna z wiecznie podkrążonymi oczami.
Jadłam jak wróbelek, więc chyba nic dziwnego. ;P Odkąd poszłam do 1 klasy podst. mój stan zdrowia nieco się poprawił . Odkąd poszłam do szkoły polubiłam słodycze (polubiłam? dobra może i pokochałam). :3 Zawsze przed wyjściem do szkoły wypijałam kubek kakao (takiego na mleku i takie suuper słodkie), między lekcjami przemknął się jakiś baton, czy też drożdżówka :3 Prócz tego chodziłam na szkolne obiadki (do 4 kl. podst.) i uwaga nie przestraszcie się, ale potrafiłam zjeść 4 talerze zupy! *.* Po powrocie ze szkoły oczywiście też jadłam obiad, ale z tego co kojarzę była to bardziej obiado-kolacja, bo raczej po tym już nic nie jadłam...
Do 4 klasy podst. wyglądałam całkiem szczupło, ale później troszkę mi się przybrało.
W gimnazjum już całkiem sporo przytyłam (niby nadwagi nigdy nie miałam, ale masa była xd).
Sposób w jaki się w tym okresie odżywiałam był opłakany. Brak śniadania, w szkole drożdżówki, batony, soki i napoje wysoko słodzone. Prawie co druga przerwa coś jadłam. Po powrocie do domu zachaczałam sklep i zrobiłam asortyment na wieczór (tj.: zupka chińska, kinder bueno/grześki, jakieś chipsy + rogaliki - mniej więcej tak wyglądał)! Co prawda obiadu wiele nie jadłam, ale za to nadrabiałam niezdrowym jedzeniem :( Plus do tego wszystkiego przez rok w ogóle nie jadłam mięsa, co oznacza, że dostarczałam organizmowi stanowczo za mało białka! (Nie zastępowałam białkiem roślinnym, ani niczym innym, po prostu ładowałam w siebie nadmiar prostych węglowodanów!)Wprost niedopuszczalne było moje zachowanie... Pewnie myślicie co na to rodzice? Hmm, w 100% dumni nie byli. Często zwracali mi uwagę, żebym zmieniła swoją dietę, bo więcej z niej szkody niż pożytku. Owszem mieli racje... Jeśli chodzi o moją aktywność fizyczną w tym czasie, to było jej mało...
Wszystko zaczęło się zmieniać od września 2012. Co rano mama zostawiała mi śniadanie (to, które miałam zjeść przed wyjściem i to zapakowane do szkoły). Przeważnie były to kanapki (dwie na miejscu, dwie do szkoły). Po lekcjach zdarzało mi się wyjść czasem na jakąś zapiekankę, ale bardzo rzadko. Słodyczy też jadłam o wiele mniej. (Nie odmawiałam ich sobie, po prostu odkąd zaczynałam jeść śniadanie nie miałam na nie takiej ochoty.) Kiedy wracałam do domu byłam głodna jak wilk, więc nie oglądałam się za przekąskami, tylko wolałam dobry domowy obiadek mamusi. (Która gotowała i gotuje obłędnie) :3 Wieczorem przeważnie lubiłam sobie zjeść jakiegoś batonika, ale tym razem zbożowego :) Do marca 2013 schudłam 8 kg, praktycznie bez żadnych ćwiczeń (oprócz W-F 3x w tyg.), samą dietą, bez większych wyrzeczeń. Zmieniłam tylko dietę na zdrowszą,
bardziej racjonalną, nie liczyłam kalorii. Z czasem zaangażowałam się w to bardziej, zaczęłam więcej czytać na temat żywienia, zamieniłam białe pieczywo na ciemne i szukałam co raz więcej zdrowych alternatyw :) Dołączyłam do tego nieco więcej aktywności. Ćwiczyłam co raz więcej, zbożowe batoniki zamieniłam na sałatki owocowe, moja dieta była niemal w 100% czysta. Do czerwca 2013 schudłam 7 kg, czyli w sumie -15 kg! Wszystko super, samopoczucie wspaniałe, ale do czasu... z dnia na dzień brakowało mi sił... W tym wszystkim chyba zagalopowałam nieco za daleko, zaczynałam liczyć kalorie, jadłam zbyt mało, jak na moją aktywność fizyczną. To znak, że trzeba coś zmienić. Przestałam zwracać uwagę na kalorie, jadłam, więcej i przyznam, że czasemrobiłam ogromnego cheat'a :3 Rosłam w siłę (na wadze również xd), w czerwcu 2014 byłam chyba w najlepszej formie jakiej kiedykolwiek byłam (łącznie z chwilą obecną.) Ważyłam ok. 52 kg i czułam się wyśmienicie! :D Lecz, gdy zaczęły się wakacje trochę się zaniedbałam... Zbyt wiele słodkości, racjonalne żywienie poszło w odstawkę... Po wakacjach ważyłam 56 kg i postanowiłam zabrać się za siebie :) Wróciłam do zdrowego odżywiania, prócz domowych ćwiczeń zdarzało się odwiedzić siłownię raz na jakiś czas... Do wakacji 2015 zeszłam do wagi 50 kg, ale tym razem tryskałam energią i starałam się utrzymywać równowagę między ćwiczeniami, a dietą :) Obecnie ważę ok 54 kg i również czuję się znakomicie. Popełniam zdecydowanie mniej błędów żywieniowych. Te 3 lata na prawdę wiele mnie nauczyły, zdobyłam cenne doświadczenie, które na pewno będę wykorzystywać w przyszłości. :) Zmieniłam swoje życie o 180 stopni i jestem z siebie dumna! :3 Uczę się na własnych błędach, wyciągam z tego odpowiednie wnioski i mknę dalej o wiele bardziej szczęśliwa niż kiedyś. Odnalazłam coś co naprawdę sprawia mi radość. :D Myślę, że zmiana stylu życia na bardziej fit jest możliwa dla każdego... I nie mówię tutaj o męczących dietach, katorgicznych treningach. Trzeba odnaleźć równowagę między jednym, a drugim. Aktywność fizyczna powinna sprawiać nieopisaną frajdę, nie udrękę. :D



Moja historia była bardzo podobna :) najważniejsze to uczyć się na błędach ! <3
OdpowiedzUsuńOczywiście, ważne że idziemy do przodu i się nie poddajemy. :D Buziaki :*
Usuń